Zaznacz stronę

Burnout Paradise już od samego początku przyciągnął moją uwagę. Po prostej i nieskomplikowanej instalacji przywitało mnie równie proste menu z bardzo przyjemnym kawałkiem w tle – było to bodajże Guns ‘n Roses – Paradise City. Na początku rozgrywki pojawiamy się na śmietniku jako posiadacze czegoś, co kiedyś było błyszczącym mustangiem z lat 70tych.
Teraz jednak wygląda jak ciężka kupa gówna, powyginana blacha i tak dalej i tak dalej. Już po pierwszej przejażdżce jednak zauważyłem, że samochód prowadzi się bardzo ładnie, jest dynamiczny i chociaż ciągle zmieniane były biegi na coraz wyższe to jednak nie przeszkadzało to w żadnym stopniu. Jednak szybko okazało się, że nie tylko tą furką przyjdzie mi jeździć (zadowoliło mnie to). Drugi samochód był już ładny, błyszczący i sporo szybszy.
Jak go zdobyłem? Po prostu wygrałem trzy wyścigi z jakimiś młokosami, którzy uznali chyba moją furę za niegodną nich.. co jednak nie sprawiło, że odmówili mi szansy na wyścig. Najfajniejsze jednak są takedowny.. polegające na zniszczeniu jak największej ilości przeciwników zanim nasze własne auto uzna, że już należy odpocząć i wyłączy silnik.. czyli mówiąc wprost – aż nie rozjebiemy własnej fury. Polecam każdemu wielbicielowi demolki.Nie ma to jak trójwymiarowy obraz pędzącego samochodu uderzającego w nas prosto w bok.. definitywnie nie polecam takiego widoku. Twórcy gry postarali się o jak największą grywalność połączoną z oryginalnością i oczywiście realizmem.. z tego co wyczytałem w internecie to każdy samochód ma około stu elementów podatnych na zniszczenie, czyli widzimy faktyczne efekty każdej stłuczki.
Ścigać się możemy z ponad trzydziestoma różnymi rywalami, a wraz z postępami uzyskujemy dostęp do nowych czterokołowców. Wśród tych ostatnich figurują modele nielicencjonowane, ale wzorowane chociażby na amerykańskich muscle carach w stylu Forda Mustanga czy europejskich bolidach a la Ferrari Enzo. Bardzo, ale to bardzo pociągające jest w tym fakcie to, że nie mamy do dyspozycji zbyt wielu samochodów. Znaczy źle – mamy dużo samochodów, ale nie ma sytuacji, gdzie nie możemy się aż zdecydować przy wyborze fury czy przeciwnika.. to po prostu udogodnienie. Co jak co, ale w Burnout Paradise fury wyglądają naprawdę zajebiście. Grywalność tej wyścigówki.. no cóż – nie pozostawia wiele do życzenia. Naprawdę realistycznie (pamiętajmy, że to tylko GRA komputerowa a nie symulator) dlatego nie możemy również wymagać całej dynamiki zprawdziwego samochodu. Ale przyjemnie sobie pojeździć, nawet, jeżeli ta gra nie dorasta do pięt Grid Race Driver.
Ta druga jest moim faworytem na rynku gier wyścigowych.. pewnie dlatego, że łączy zwykłą wyścigówkę z symulatorej jazdy samochodowej, co dodaje niesamowitego smaczku każdemu wyścigowi (nie tylko tym od driftu, które osobiście uwielbiam). Jeżeli Grid Race Driver dostałby 10/10 (licząc od zera) to Burnout… jakieś 5 – 6. Różnica naprawdę spora. Ale w zarówno tej jak i tamtej grze ścigamy się zajebistymi furami, (co do tego nie ma wątpliwości) więc teoretycznie można przymknąć oko i na to i na to. Co jednak wyróżnia Burnout Paradise od innych tego typu gier?
Z całą pewnością interakcja (pełna, oj pełna) z otoczeniem. Niemalże wszystko możemy z niszczyć, do tego dochodzi bardzo ciekawa okolica przy ulicach, po których jeździmy. Grafika jest wystarczająco dobrze dopracowana, aby można było się pozachwycać widokami. Nie ma również tak zwanej „zamuły” – okolice są zawsze różne, ciekawe i oryginalne. A to nie zawsze jest obecne, zgodzicie się ze mną?